MUM life

Chciałabym być… moją córką (która ma 20 miesięcy)

02/03/2018

córeczka-20-miesiecy

Ostatnio spotkaliśmy się z dość nieuczciwą osobą, która po prostu chciała nas i nasze niekonfliktowe charaktery wykorzystać. Dałam palec. Chciał całą rękę. Dałam cztery palce. Pokłócił się o piąty. Zmęczeni całą tą sytuacją i niewiele już warty piąty palec – mogliśmy odpuścić, ulec, dać zachłannemu osobnikowi za wygraną. – Ale stop! – nagle powiedziałam. Nie ustąpimy! Dlaczego? – spytał zobojętniały już tą absolutnie niedżentelmeńską rozgrywką Tabayowy. – Bo nie chcę, żeby chamstwo zwyciężało w tym świecie. W świecie, w który zaraz wkroczy nasza córka.

Zastanawialiście się kiedyś, jakby wyglądał świat, gdybyśmy wszyscy byli dziećmi…? Czy byłaby to jedna wielka piaskownica gaworzenia, chaosu i wojen na łopatki? Czy byłaby to kraina piskiem, śmiechem, szczerością płynąca funkcjonująca lepiej niż najperfekcyjniej poukładane społeczeństwo? Chyba jedno i drugie rozminęłoby się z prawdą… A może warto zaryzykować – choćby kilkoma widzimisię, kiedy to myślę, że “chciałabym być taka jak Ty, córeczko”.

#emocje

Gdy patrzę, jak siedzisz ze mną na macie i układasz swoje puzzle „18 miesięcy plus”, całując za każdym razem tylko kotka i pandę; myląc za każdym razem wieloryba z kameleonem. Przygryzasz delikatnie wargi, wysuwasz koniuszek języczka – niby pełne skupienie, a oczy… oczy palą się z determinacji, zaangażowania, a świat wokół (łącznie ze mną przestaje istnieć). Kiedy mnie tak ostatnio coś zafascynowało, pochłonęło bez reszty… Nie pamiętam. Chciałabym być taka jak Ty, córeczko.

Albo jak się chichotasz… tak perliście, tak do rozpuku, tak do bólu brzucha – gdy podaję Ci tę książeczkę, którą wskażesz; gdy tata robi „smoka anieloka”; gdy wychlapiesz pół wanny wody i piany na moje dżinsy. Chcę wtedy nagrać ten śmiech i go sobie odtwarzać – za każdym razem, gdy zasypiam kilka godzin po Tobie. Chcę go sobie zapamiętać na całe nasze życie, które w którymś momencie przestanie być wyłącznie wspólne, wyłącznie pełne zabaw i wygłupów, wyłącznie chichotem płynące. Chcę się go słuchać i słuchać, żeby sobie przypomnieć: kiedy ja się ostatnio tak śmiałam – do łez, szczerze, długo, z czegoś, a nie z kogoś. Nie pamiętam… Chciałabym być taka jak Ty, córeczko.

#słowa

Słucham często Twojego gadania „po swojemu” i wyodrębniam słowa-klucze potrzebne Ci do przetrwania w tym ciągle obcym i zaskakującym Cię świecie. To „tak” i „nie”. Doskonale wiesz, czego chcesz i bez względu na wszystko dążysz do celu. „Tak” jest ochocze, konkretne i szybko przechodzi w czyn: jemy obiadek, idziemy się kąpać, kładziemy się lulu. Niekoniecznie w tej samej porze, kiedy ja bym sobie tego życzyła. Ale to Twoje „tak” jest przeważnie zawsze na wierzchu. A „nie”? Nie znam nikogo na tym świecie, kto by był bardziej asertywny niż Ty i inne dzieci w ogóle. A jeśli w to wątpię, wystarczy, że włączę Leonarda Cohena zamiast „Muchy w mucholocie”… Na szczęście negocjacje czasem wchodzą w grę, ale muszą być naprawdę przekonujące i podparte spokojem argumentów wszelkich. Kiedy chcesz – to jesz; kiedy chcesz – idziesz się zdrzemnąć; kiedy nie chcesz – nie wkładasz rękawiczek; kiedy wołasz „mamo!” – prosisz bezpardonowo o pomoc. Nie kręcisz. Nie owijasz w bawełnę. Nie robisz przydługich wstępów i niezrozumiałych metafor. Nie piszesz maili „z poważaniem”. Nie udajesz, że jest w porządku, jak nie jest. Nie padasz na nos, mimo zmęczenia. Nie organizujesz „cichych dni” między nami. Chciałabym być taka jak Ty, córeczko.

#ludzie

Mówi się, że w pewnym wieku, jakby zabrać dziecku jego lalkę, to tak jakby odebrać mu jego własną rękę… Bo jeszcze nie do końca potrafisz się dzielić. Niekoniecznie znasz zasady zabaw wśród innych, młodszych bądź starszych dzieci. Etap uspołeczniania się dopiero nastąpi. Niby jesteś samotną wyspą, ale bawisz się tylko w tym pomieszczeniu, w którym są inni ludzie. Nie lubisz być sama. Ale tuli-tuli lubisz tylko czasem – najczęściej w chwili zagrożenia albo zmęczenia. Buzi dajesz tylko wybranym. Jednych uwielbiasz rozkładając szeroko rączki i uśmiech do zabawy, do innych nie możesz się przekonać. Jeszcze nie gryziesz i nie szczypiesz – ale to zapewne kwestia czasu… I może niezbyt kulturalna to metoda. Ale czy w szerszej perspektywie nie lepsza niż fałszywy uśmiech i tyłkolizanie, tylko po to by na pięcie ten tyłek obrobić osobie, której szczerze nie znoszę? Chciałabym być taka jak Ty, córeczko.

Chciałabym… zanim będzie za późno.

– Moja Zosia sobie nie poradzi w życiu – rzuciła do mnie koleżanka.

– Dlaczego? – spytałam wyrwana z kontemplacji firmowej chwili na lunch.

– Bo nie jest tak silna psychicznie jak inne dzieci. Jest spokojna. Nie ma wystarczająco tupetu.

– Tupetu… mówisz – skwitowałam dyplomatycznie wgryzając zęby w moją sałatkę, żeby nie puścić z ust parę słów za dużo.

Bo bym chciała, żeby moje dziecko było pewne siebie – myślałam sobie wśród autobusowego tłumu wracając do domu. Ale nie życzę ani jej, ani jej otoczeniu nawet grama „tupetu”. Chciałabym, aby było mądre, zamiast „inteligentne”. Chciałabym, aby nie myliło seksu z miłością. Chciałbym, aby rozróżniała pewność siebie od arogancji.

A obecnemu dorosłemu światu życzyłabym, by tępił tupet… Jak? Nie dając ani jednego palca więcej. Zanim nasze dzieci staną się dorosłe. Zanim będzie za późno.

fot. @wilczepstryki