LOVE life

Życie nie jest bajką!

25/06/2018

Ostatnio spotkał mnie pewien zarzut. Nie to, że ich w ogóle nie dostaję, owszem. Ale ten był szczególny. I zakłuł trochę mocniej…

Bez falbany

Po przedostatnim wpisie na blogu dostałam wiadomość: “Twój blog jest za smutny. Kojarzy się tylko z cierpieniem”. Serio? Też tak uważacie? Bo we mnie ten zarzut siedzi i nie może wyjść. Bo taki zarzut w świecie sztucznych uśmiechów, polukrowanych reklam i presji na bycie codziennie “lepszą wersją siebie” brzmi… trochę sprzecznie. Bo najbardziej na czym mi tu zależy, to na tym, aby być prawdziwym i aby tą prawdą do Was machać ostentacyjnie w każdym postawionym tu słowie. Aby nie – jak mawia Nosowska – ciągnąć z motka fantazji kolorowej nitki, żeby do skrawka szarego lnu, jakim jest życie, dorobić zdobną falbanę.

Życie nie jest bajką…

Bo wydaje mi się, że stawiam sprawę jasno już na progu wejścia: “Życie nie jest bajką. Ale nią bywa”.
Życie NIE jest bajką. W różnej skali:
Bo nastaje poniedziałek.
Bo pijemy znowu zimną kawę.
Bo lasy są wycinane, a pomidory szprycowane chemią, żeby stały się truskawką.
Bo sprzątaczki kradną.
Bo dzieci umierają.
Bo matka matce wilkiem.
Bo wieniec pogrzebowy kupuje się temu, kto miał pierwszeństwo przejazdu.
Bo są wakacje, a jest zimno.
Bo istnieje pomarszczona, brzydka i zapominalska starość.
Bo znowu zapomniałaś, gdzie schowałaś klucze do mieszkania.
Bo od lat nie potrafią wynaleźć lekarstwa na raka.
Bo bocian nie zawsze trafia z zawiniątkiem pod właściwy adres.
Bo przegraliśmy i piłkarski mundial – gdy patrzymy w telewizor, i często własne życie – gdy patrzymy w lustro.

Ale nią bywa!

Życie nie jest bajką. Ale nią bywa. W różnej skali:
Bo zamiast budzika mamy siebie w niedzielnej pościeli. I nigdzie nie musimy się spieszyć.
Bo ktoś za nas odszypułkował całą miskę truskawek.
Bo rodzi się dziecko. A w tej sekundzie na świecie – nawet kilkaset.
Bo wczoraj ktoś wygrał w Totolotka.
Bo każdy bałagan da się posprzątać.
Bo pyszną kolację mogą podwieźć pod drzwi.
Bo nie ma epidemii dżumy i cholery.
Bo wojna jest hen gdzieś daleko.
Bo ten płaczący co noc od kolek niemowlak w sobotę bierze ślub.
Bo kogoś wreszcie wypisują ze szpitala z dopiskiem: “stan dobry stabilny”.
Bo kolejne siusiu trafia do nocnika, a nie w majtki.
Bo bezsenna noc była warta grzechu… miłości.
Bo odkładasz na półkę kolejną, przeczytaną, bardzo dobrą książkę.
Bo ktoś w kiosku miał rozmienić. Na bilet.
Bo masz komu dać buzi “na dobranoc”.

Z przytupem na… szarość!

To prawda. Życie nie jest bajką. Ale nią bywa. A mój blog jest tylko i wyłącznie wyraźnym przytupem na to bywa. Nie jest ani różową chmurką spływającą różem. Ani czarną ławicą rozpaczy. Jest szary. A raczej zachęca do widzenia tej szarości: drobnych zdarzeń, nieznaczących spotkań albo niby nudnej codzienności. I upatrywania w nich swojej największej wygranej. Zanim (!) do kogoś przyjdzie coś “za smutne”. Bo do mnie przyszło. Nieproszone. I zmieniło bardzo wiele. Nie czekaj. Żyj w tej nie-bajce z przytupem na “bywa”! Żyj szaro! I bądź z tym szczęśliwy 🙂
A jeśli chcesz poznać sposoby na ten “przytup”: mam dla Ciebie prezent, który powinien Ci się spodobać 🙂

zycie_nie_jest_bajka