LOVE life

Nic się nie zmieni? Czyli moja bayka 2018


2018 podsumowanie
Właściwie to nic się nie zmieni… Przyjdzie dokładnie tak samo, jak co roku. O tej samej porze.

W ten sam sposób

W ten sam sposób. Zastanie mnie albo w kiecce balowej, albo w wyciągniętej, flanelowej piżamie w kratę. Ulubionej! I może i zmieni nazwę, ale za oknem nic nie zmieni. Może i przejdzie wizerunkowy lifting, ale moich zmarszczek nie wyprostuje.
Dobrze, że jest… bo każda okazja zaczynania od nowa jest dobrą okazją. I nawet jeśli każde jutro jest codziennym zaczynaniem od nowa, każdy nowy rok jest zaczynaniem od nowa w skali maxi. Z rozmachem! Z nowymi kartkami kalendarza gotowymi do zapisania nowymi planami, celami, smakami i ludźmi…

Od nowa!

Zanim sama zacznę znów zaczynać od nowa, oglądając pulsujące bąbelki w eleganckim kieliszku i błyszcząc w oku odbitą iskierką zimnego ognia, chciałam bardzo mocno przytulić tę rzeczywistość, która odchodzi. Zamkniętą w nazwie roku 2018. Rzeczywistość, która sprzyjała. Rzeczywistość, z którą było mi za pan brat. Rzeczywistość, której powiem dziękuję…
2018 podsumowanie

2018, 18 razy Ci dziękuję za….

1. Zuzię. Czyli Nową ważną kiszonkę w sercu, która przeczy wszelkim zasadom gramatyki języka polskiego i jedynemu stopniowi najwyższemu przysłówków – można kochać najbardziej na świecie po raz kolejny.
2. Fakt przeczący wszelkim prawom logiki: mieszkaniec nowej kiszonki w sercu potrafi zamieszkać w trzech sercach na raz. I choć w tym najmłodszym zagnieżdżał się najtrudniej, stopniowo i najdłużej – w sercu starszej siostry – dziękuję, że się udało.
3. Za to, że żaden radiowo-telewizyjny komunikat “w ten weekend na drogach zginęło…, a rannych zostało…” nie dotyczył w żadnym stopniu ani mnie, ani moich bliskich.
4. Za to, że podczas wizyty kontrolnej żaden mój pieprzyk, żadna moja pierś, ani żaden mój wynik nie wzbudziły podejrzenia i żadna smutna, lekarska mina nie powiedziała mi “przykro mi”.
5. Za to, że nie usłyszałam na szpitalnym korytarzu “niestety, nic się już nie da zrobić”. I za to, że nie musiałam być w ogóle na żadnym, szpitalnym korytarzu.
6. Za smak kawy o poranku, który wypadał czasem koło południa. Tej czarnej, niesłodzonej, zawsze ciepłej, której każdy łyk budował mi dzień, nawet jeśli o poranku wyglądał niczym zburzony tetris.
7. Za wszystkie pavlovy, brownie i nowojorskie serniki zjedzone w takim towarzystwie, że nie mogą liczyć się jako grzech. Za stare, sprawdzone towarzystwo! Za nowe, z którym można konie kraść, różaniec odmawiać, jeździć do Poznania, Łodzi i Toporzyska!
8. Za aż dwukrotną możliwość znalezienia się nad morzem! Czyli tam, gdzie się czuję najlepiej na świecie! I za to, że tak właśnie się czułam: nawet przy minus 15 w lutym i wciąż najlepiej przy plus 9 we wrześniu.
9. Za wszystkie nowe odbyte lekcje! Za te, które przeszłam na szóstkę, ale szczególnie za te, które skopały mi tyłek.
10. Za ponad 4000 nowych, stałych czytelników tego bloga (na fanpage’u i instagramie), którzy potrafią znaleźć dosłownie 2 minuty czasu, aby przeczytać kilkaset moich liter, przetrawić kilkanaście myśli, roniąc kilka uśmiechów lub łez. W odwecie od innego świata, który twierdzi, że blogi się już skończyły.
11. Za to, że mam gdzie i do kogo uciekać, kiedy strzelam na męża grubszego focha. I za to, że w tym roku nigdy nie musiałam tam uciekać.
12. Za to, że mam najradośniejszą i najmądrzejszą dwulatkę według mojej skrajnie subiektywnej skali. Bo według skali mamy spełnionej.
13. Za to, że moja miłość do ‘magnum white’ pozostała niezmienna. I za fakt, że nawet jeśli nie do końca idzie on w cycki, jestem jeszcze w stanie wybaczyć.
14. Za to, że dałeś gruby tyłek, a cienki portfel. A  ja się ciągle mieszczę w ulubione spodnie i ciągle stać mnie też na nowe.
15. Za leżaki w kwietniu, rowery we wrześniu i piknik w październiku.
16. Za wszelkie opcje wieczoru “gdy dzieci pójdą spać” zapalone na zielono tuż przed 21-szą.
17. Za tysiące kadrów, w których zastygło kilka sekund naszego życia z rzeczywistości 2018. Na zawsze. Bo jak mnie będą okradać, to będę walczyć na zabój tylko o kilka albumów pełnych zdjęć. I o pendrive’y!
18. Za wieś. I ocean polno-leśnego bezczasu. Za miasto. I za ławicę wartościowo spędzonego czasu.
Rzeczywistości 2018 – dziękuję. I proszę tylko o jedno: wersjo 2019, nie udziwniaj zbytnio swojego interfejsu. Ucz się od starszych od siebie. Trwaj! Tak… normalnie 🙂
I bądź elastyczny: tym, co chcą przegonić hen ostatnie 365 dni – odmień życie na lepsze! Tym, którym było z Tobą ok – bądź z nimi po staremu: na dobre, nie na złe!
2018 podsumowanie
2018 podsumowanie