SMART life

Najlepsza komedia romantyczna, obyczajowa, dramat i thriller według… mnie!

05/01/2018

najlepsza komedia romantyczna

– Kochanie, obejrzymy coś? Leci przecież nasza (czyt. moja) najlepsza komedia romantyczna – skaczę przy mężu niczym ratlerek czekający na miskę z kolacją. – Ale dzisiaj? –  odpowiada mój mąż z entuzjazmem ospałego labradora, którego w największą pluchę świata chcę wypędzić na spacer. Bo mąż mój – typ intelektualisty i oaza wewnętrznego spokoju – woli fotel i słowo pisane w książce lub gazecie. Ja – typ emocjonalnego zwierza – wolę fotel i obraz na plazmie. Co wtedy robi mój wewnętrzny ratlerek?

Mój wewnętrzny ratlerek podkula wtedy ogon (którego nie ma), spuszcza szpiczaste uszy i idzie zawinąć się w kocyk. Na kanapie. Albo w łóżku. Z miską popcornu lub jeszcze mniej zdrowych przekąsek. Włączając swoje ulubione filmy. Po raz piętnasty. Chcecie je poznać? Po jednym z każdego gatunku!

najlepsza-komedia-romantyczna

1. Najlepsza komedia romantyczna!

Nie zastanawiam się długo. Bo baba ze mnie dwustuprocentowa! I ten gatunek filmu uwielbiam, kupuję i włączam zawsze, gdy mi smutno, źle i nikt nie rozumie mojego rozchwianego emocjonalnie świata 🙂 Jest ich wiele, ale zdecydowanie na prowadzenie wychodzi stare, piękne, błyskotliwe: Nothing Hill!

Do tego stopnia ubóstwiam ten film, że: znam dialogi niemalże na pamięć; genialna ścieżka dźwiękowa z tego filmu sprawiła, że szybko nauczyłam się śpiewać po angielsku; będąc w Londynie: MUSIAŁAM znaleźć się pod TYMI niebieskimi drzwiami i POD tą księgarnią. Surrealistyczne, acz miłe… Prawda?

2. Najlepsza komedia obyczajowa

Tutaj chyba odpowiedź „na gorąco” podpowiada mi moje wykształcenie. Kto nie wie, jestem filologiem francuskim. I francuskie kino komediowe uwielbiam! Jako dziecko – zarywałam wieczory przy Louis De Funès. A dziś zrywam boki przy szeregu dobrych pozycji: „Jeszcze dalej niż północ”, „Nic do oclenia”, „Za jakie grzechy, dobry Boże?”. Ale moim francuskim sercem the Oscar goes to„Nietykalni”! Komedia, na której łzy mi ciekną… wyciśnięte śmiechem do rozpuku. I nawet wewnętrzna oaza u mojego męża zmienia się w… półtoragodzinną fatamorganę bardzo wesołego miasteczka 🙂

3. Najlepszy dramat!

Uwaga! Niektórych z Was zszokuję. Bo ja wprost uwielbiam dramaty! Dobry film, to film… ze smutnym zakończeniem. Takie samobiczowanie się przed telewizorem jakoś dobrze mi robi – nie pytajcie dlaczego 🙂 Dlatego uwielbiam „Chłopiec w pasiastej piżamie” albo cudne odkrycie tego roku: „Instrukcji nie załączono” (stary film produkcji meksykańskiej – bardzo bardzo polecam!). Ale jest jeden film, gdzie, gdy moi najbliżsi słyszą ten tytuł, myślą: „Anka Tabaj”; a gdy słyszą mnie, widzą ten film. To kultowe, stare i najpiękniejsze: „Miasto Aniołów!”. I ta muzyka!

4. Najlepszy film animowany

Ok, Shreka lubię, ale chyba najbardziej drugą część. „Epoki lodowcowej” za dobrze nie pamiętam. Jako dziecko uwielbiałam „Było sobie życie”. I chyba coś z tej personifikowanej formy ludzkiego organizmu mi zostało, bo dziś najchętniej i więcej niż raz oglądam: „W głowie się nie mieści”. Dla małych ta bajka jest zupełnie czymś innym niż dla dużych. Jest mądra. Jest nie taka prosta, jaką się wydaje. I zmienia… sposób myślenia na co najmniej kilka dni po seansie.

5. Najlepszy thriller

Też Was może i zaskoczę, ale… uwielbiam thrillery! Wiem, że to się nie klei: lubi dramaty, komedie romantyczne i thrillery. Cóż, wszystko zależy od nastroju. A moja emocjonalność jest na tyle szeroką paletą humorków, że… wszystko pomieści. Dobry thriller to taki, o którym dyskutuję długo po! To taki, którego nie lubię oglądać sama, bo… nie miałabym z kim dyskutować. To taki, który mnie trochę przestrasza, ale przede wszystkim bardzo zaskakuje: puentą sceny, akcji, finału totalnie innym, jaki mogłabym sobie wyobrażać. Takim thrillerem jest dla mnie „Apartament”. Takim thrillerem jest dla mnie „Incepcja” (choć bardziej plasuje się chyba w kategorii kina akcji). Zdecydowanie i najbardziej takim thrillerem jest dla mnie… „Labirynt”. Świetny film!

6. Najlepszy horror

Wiecie jak oglądam horrory? Pod kołderką! Zatem jeśli następuje ten kulminacyjny moment sprawczy krwawo-ohydnej sceny, ja z prędkością światła… naciągam się kołderką. Więc o żadnym Wam nie opowiem. Słowem końca: prawdziwy ze mnie ratlerek!

najlepsza-komedia-romantyczna