SMART life

A Ty? Co byś chciała znaleźć pod choinką? 5 pomysłów na prezent dla Ciebie!

12/12/2017

jaki-kupic-prezent-zonie

Ostatnio, patrząc co się dzieje w internecie i blogosferze, mam wrażenie, że jestem na jakimś autodromie, po którym jeżdżą rozpędzone wpisy, porady, defilady na idealny prezent od Mikołaja dla Twojego dziecka. Trudno nadążyć. Dlatego usiądę sobie na trybunach obok Ciebie, Droga Mamo. I zapytam Ciebie: co Ty byś chciała dostać od Mikołaja? Czy Twój mąż wie, jaki kupić prezent żonie i włożyć pod poduszkę? Bo przecież byłaś grzeczna, prawda? 🙂

Nie wiem, czemu Mikołaj kojarzy się tylko z dziećmi. Fakt, nikt inny tak jak dzieci w niego nie wierzą. I nikt inny nie potrafi tak cieszyć się na widok zawiniątka pod poduszką albo w skarpecie o świcie 6-tego grudnia, jak nasze Maluchy. Jednak właśnie paradoksalnie do tego cholernie przyziemnego, dorosłego świata, pełnego nigdy-nie-najlepszych wyborów, złych wieści, normalnych dni, niedospanych nocy i ziemniaków na obiad… czyż ten Mikołaj nie mógłby zawitać do każdego z nas? Gwiazdka, Gwiazdor, Dzieciątko i cała plejada regionalizmów w tym samym celu także! W moim domu co roku wszystkie prezenty tłumnie gromadzą się pod choinką – etykietki niektórych z nich zawierają także i moje imię.

Mam nadzieję, że w tym roku nie będzie inaczej. Jednak gdyby mój prywatny Mikołaj lub Twój nie wiedział, jaki prezent kupić żonie, by ją trochę… zwyczajnie ucieszyć. Podaję poniżej 5 podpowiedzi!

jaki-kupic-prezent-zonie

 

1. Książka pełna czasu!

Wiecie, czego mi ostatnio najbardziej brakuje? Czasuuu! Mimo, że odżegnuję obowiązki i przesyłam jedno jedyne marzenie o odpoczynku Wam we wpisach (inspiracyjnie!), zdarza się tak często, że zwyczajnie brakuje mi czasu na spokojny wieczór z książką w ręku. Zamiast spokoju mam wszechobecny popłoch wokół głowy, a zamiast książki mam multum różnych pokreślonych karteczek, zapisków, list „to do”, cyfrowych notatek w różnych apkach. I nie ogarniam. Często i coraz częściej nie ogarniam jak rozciągnąć dobę, jak rzadziej powtarzać „taka jestem zmęczona, a nic nie zrobiłam”. Blog, opieka nad Nelą, pranie, gotowanie, spacery i zajęcia dodatkowe, randki z mężem. Często pytacie: „jak Ty to robisz?”. Ja sobie też zadaję to pytanie. Zazwyczaj wtedy, gdy docieram na skraj frustracji kwitnącej pomiędzy nieograniczonym zbiorem nowych pomysłów i planów, a boleśnie skończonym kołem czasu: kołem tarczy 24 godzin.

Zatem, nie pytam: „Anka, jak Ty to robisz?”, bo nie uzyskuję żadnych konkretów. Chcę wreszcie spytać: „Olu! Jak Ty to robisz?”. Spytam otwierając książkę Oli Budzyńskiej: torpedy blogosfery, która jak nikt inny wie co trzeba zrobić, by w tej dobie się zmieścić i wszystko sobie w niej tak zgrabnie poukładać, by zasypiać… mniej zmęczonym i sfrustrowanym, a bardziej zadowolonym. I Oli bardziej wierzę w tej kwestii niż zagranicznym autorom z empiku. Bo Ola jest królową swojego czasu i swojego biznesu. I nikt ją nie ukoronował tym tytułem, tylko ona sama siebie: ciężką pracą, determinacją, charyzmą i znaniem się na rzeczy… czasu! A takich ludzi chcę wspierać i od takich ludzi chcę się uczyć! Od takich ludzi chcę mądrą książkę, Mikołaju!

Jeśli też uważasz, że przydałaby Ci się taka książka, Mikołaj znajdzie ją tutaj: KLIK!

2. Pierścionek ceramiczny

Kiedyś nie rozumiałam, jak wmawiano mi, że „przy dziecku zdejmiesz wszystkie błyskotki”. No i trochę rację mieli. Bo dłuższe kolczyki są doskonałą zabawką, która działa tak, że testuje przy okazji rozciągliwość naszych uszu:-) Większe bransoletki albo zegarki wbijają się w małe plecki lub ramionka, które ciągle domagają się noszenia przy usypianiu. Dłuższe łańcuszki natomiast także służą jako tester… wytrzymałości kruszca z jakiego są wykonane. I jak tu być modną i czuć się dobrze w domu bez biżuterii, we flanelach odpornych na karmienia plamogenne?

Żeby czuć się choć trochę modnie i chic bez makijażu, w moim ulubiony dresiku, chciałabym nosić sobie na dłoni pierścionek. Wytrzymały i delikatny zarazem – ceramiczny. Biało-różowy: na pamiątkę wspólnie spędzonego czasu z córcią w domu. Czasu białym mlekiem i różem pokoju i spódniczek płynącym!

Też byś chciała taki? 🙂 Cała gama pierścionków ceramicznych jest tutaj: KLIK! Mnie najbardziej podoba się właśnie ten: KLIK!

3. Torba damy i mamy: 2w1

Od ponad roku nie używam swojej torebki. Niby to oszczędność: nie trzeba inwestować w nową i podążać za modą. Ale czasem trzeba poczuć się bardziej kobieco i znów: modnie! A jak połączyć modę z wygodą spaceru z dzieckiem, gdzie wózek swoje, dziecko swoje, torba od wózka bardziej pasuje na piknik niż na wizytę tu i ówdzie, a w zębach i tak podchwytujesz kubek-niekapek albo smoczek. A portfel i klucze? Gdzieś tam się uplasowały między pampersami! Znasz to? A gdyby znaleźć złoty środek? Mieć taką torebkę damską, która by była moją torebką: ładną, modną i choć trochę elegancką (!) oraz spełniającą rolę torby od wózka: mieszczącej wszystko to, co trzeba (pojemnej!) i jak trzeba (w porządku i nie dyndająco). Nie chcę torebki przeszkadzającej mi stawiać kroki za dzieckiem i za wózkiem, pałętającej się pod nogami. Chcę torbę, którą bez problemu mogę zawiesić na wózku lub na własnych plecach. Bo wygoda to podstawa. Moda – idzie dopiero za nią.

Mikołaju! Znalazłam dwie takie torby spełniające powyższe kryteria: zobacz tutaj KLIK i tutaj KLIK!

4. Sukienka w domu!

Wiem z Waszych maili i wiadomości, że Wasz ulubiony sposób na codzienne storpedowanie niecodziennej rzeczywistości (z prezentu ’10 sposobów na życie jak w bajce’) to… dres! Fajny dres, oryginalny dres, w którym siedząc w domu z dzieckiem („i nic nie robiąc” ;-P ) czujemy się… dobrze! A gdy znudzi nam się dres? Albo gdy nasz partner nie doceni lub nie zauważy drzemiącego pod nim mamuśkowego seksapilu? Wtedy proponuję sukienkę! Sukienkę z dresowej, wygodnej bawełny. Plamy chłonie i niweluje tak samo jak zwykły dres. Ale odsłania dekolt, pokazuje nogi, maskuje brzuszek. Ciuch idealny! Żeby samej poczuć się w tym domu… bardziej sexy!

Mikołaju: tu znajdziesz całe mnóstwo sexy domowych wdzianek KLIK! Mnie najbardziej podoba się chyba ta: KLIK!

5. Wina, wina, wina dajcie!

Jak ja mam być szczęśliwa w te Święta i nadchodzącą zimę, skoro tylko nęcą i korcą zewsząd zapachy grzańca! Od zawsze (odkąd karmię) niczego mi się tak bardzo nie chce jak… wina! Żeby sobie tak najbardziej szelmowsko jak tylko potrafię wlać do pięknego kieliszka, zakręcić: kieliszkiem, nosem i nóżką, zanurzyć usta i poczuć się… jak królowa życia! Niczym Alexis 😀 A tu zonk w każdej bramce: ‚nie, bo karmisz’, ‚nie, bo alkohol szkodzi dziecku’, ‚nie, bo nie ma win bezalkoholowych’. Mikołaju: zonk! Są wina bezalkoholowe! I to takie prawdziwe! Z prawdziwych szczepów cabernet-sauvignon, chardonnay itd. Tylko odpowiednio potem poddane procesowi dealkoholizacji! Zatem totalnie bezpiecznie!

Mikołaju! W monopolowym za rogiem ich nie znajdziesz. W supermarketach też ciężko Ale znajdziesz je tutaj: KLIK!

Mikołaju, Gwiazdko, Gwiazdorze, Dzieciątko i Jak-Cię-Tam-Zwą! Nie zwlekaj! Bo nie wiem, czy wiesz, ale w tym roku, to Mamy były zdecydowanie najgrzeczniejsze! Prawda! Tylko czasem nie mają czasu… napisać swojego listu 😉

jaki-kupic-prezent-zonie