LOVE life

O czym marzysz…?

14/08/2017

noc-spadajacych-gwiazd

Ta miniona i kolejna to noc spadających gwiazd… Mawiają, że to noc spadających marzeń. A wiecie jak wygląda marzenie? Widzę go splamionego atramentem wyblakłej kartki okolicznościowej z niedziałającą już pozytywką; pomazane odciskiem szminki „ulubionej” cioteczki; rzucone w locie ochłapem wytartego sloganu: „spełnienia marzeń!”, w końcu… zatopione we łzach niespełniania… 

Spełnienia!

„Spełnienia marzeń” – życzymy sobie skrótowo, imieninowo, gdy stuknie kolejna wiosna na liczniku życia, gdy moczymy usta w toastu szampanie, gdy na stole kipi tatar z woła i woła cięższa artyleria mniejszych kieliszków. Zmywamy szminkę, kartkę chowamy do pudełek zapomnienia, a marzenia… chwilę żyją na fali bąbelków pełnych procentów, po to by nad ranem mieć kaca i… odejść w kąt, zmiecione codziennością i ciągłym „śpieszę się”.

Moc i noc spadających gwiazd

Dziś jest ten dzień, kiedy znów wyciągnę leżak. Nie do słońca. Do księżyca. Poczekam na moc i noc spadających gwiazd – na magiczny prysznic marzeń, jeszcze niezarezerwowanych. Jak co roku.

Dokładnie dwa lata temu też wyciągnęłam leżak. I mimo że sierpniowa noc była zimna, a gwiazd wcale nie spadało żywym strumieniem, a raczej po kropelce, nie zniechęciłam się. A ona w nagrodę spytała: „O czym marzysz?”…

Nie powiem Wam wprost, jakie marzenie pomyślałam. Choć kto mnie znał wtedy i na tamtym etapie życia, nie musiał głęboko w duszę zaglądać, by dowiedzieć się, co chcę ciszą wyszeptać gwiazdom.

Dziś trzymam to Marzenie w ramionach i śpiewam „Aaa kotki dwa”, tuląc na dobranoc, upewniając się jeszcze czasem, czy to dzieje się naprawdę…

O czym marzysz?

Dziś w nocy znów wystawię leżak…

Bo ktoś lub coś nie z tej planety znów ześle deszcz gwiazd – nowy, coroczny festiwal życzeń spadających na nasze głowy pełne… życzeń.

Dlaczego kocham właśnie tę sierpniową noc, w której bezkarnie mogę pomarzyć? Bo ciemność tej nocy nie ubrudzi szminką moich marzeń, nie zagłuszy melodią pozytywki, nie zaszumi bąbelkami w głowie i nie da tak łatwo zapomnieć, stając się tak powoli i tylko raz w roku.

Mogłabym przecież wysłać w rozgwieżdżone niebo kolejne marzenia:

Żeby mieć większe mieszkanie, w którym salon przestanie być stajnią skoczka-osiołka i konika na biegunach.

Żeby ten żółty samochód stał się wygraną w zakrętkowym konkursie, w którym mogłabym wówczas wziąć udział.

Żeby przecenili tę czarną sukienkę w grochy od River Island.

Żeby moje biodra zmieściły się w ulubiony rozmiar 36.

Żeby mój brzuch stał się magicznie płaski, nie odmawiając sobie Magnumów.

Żeby mieć taką pracę, by była i żłobkiem dla mojego dziecka i źródłem złotych monet dla mnie.

Żeby mąż wracał wcześniej z pracy.

Żeby blog hulał w zasięgach jakby miał już dobrych kilka lat.

Żeby moje kręcone włosy były proste.

Żeby zdrowie nie krzyżowało nigdy nikomu żadnych planów.

Żeby nie trzeba było nigdy uciekać…

Jednak żadne z tych życzeń nie spotka się z żadną z gwiazd. Bo w ciszy tej sierpniowej nocy, wyszeptam jedno:

„Niech obecny stan: zdrowia, bałaganu, rodziny, życia… trwa!”.

I tym samym zarezerwuję sobie jedną perseidę, która spadnie gdzieś we wszechświat. Może kiedyś się znajdziemy. A po drodze poszukam odwagi i uporu, by o niej pamiętać.

A Ty… o czym marzysz? 😉